Coraz większymi krokami zbliża się w Zeeland okres, gdy region ten odwiedzą setki pracowników migrujących z Polski. Robotnicy sezonowi przyjadą zbierać jabłka i gruszki. Pomimo epidemii chętnych jest tylu, iż uprawom nie zagraża niebezpieczeństwo zgnicia na drzewach. Problem jednak w tym, iż nie wszyscy przyjezdni będą mogli zamieszkać w Zeeland.

Kilka tygodni

Robotnicy sezonowi przyjeżdżający na czas zbiorów to bardzo specyficzna grupa pracowników. W porównaniu do klasycznych migrantów, ich etaty są wyjątkowo krótkie. Liczy się je głównie w tygodniach. Z racji jednak na to, iż kalendarz ich prac zależy od matki natury, grupa ta pojawia się stosunkowo nagle i w dużych ilościach. Miejscowości przy sadach, gdzie rosną jabłonie i grusze, przeżywają zwykle pod koniec sierpnia mały najazd, który kończy się, gdy jabłka odmian Jonagold, czy gruszki Konferencje dojrzeją i zostaną zerwane z drzew.

 

Brak miejsc dla pracowników

Jak wskazują agencje pracy, jest jednak pewien problem. Brakuje odpowiednich miejsc noclegowych dla pracowników. Takich, które zapewnią dobre i zdrowe warunki w dobie epidemii COVID-19. Jak wskazuje jedna z firm pośrednictwa pracy w Niderlandach, na 700 zbieraczy w Zeeland czeka jedynie 350 miejsc. Pozostałych będzie trzeba zakwaterować, gdzieś dalej w Północnej Brabancji czy Południowej Holandii (region Zuid-Holland). Tam zwykle udaje znaleźć się zakwaterowanie, ale choćby z racji na konieczność codziennego transportu Polaków, znacznie zwiększa to koszty. Z drugiej jednak strony agencje zatrudnienia nie mogą umieszczać naszych rodaków w złych warunkach. Nie chodzi tu nawet już o obostrzenia koronowe, a sytuację w Polsce. Zbiory owoców w Holandii z roku na rok stają się coraz mniej opłacalne dla naszych rodaków. Jeśli zaś do nie najwyższego wynagrodzenia dodać złe warunki mieszkaniowe, to wielu pracowników przyjedzie pierwszy i ostatni raz. Do tego powie innym, by lepiej poszukali pracy w Polsce, a nie jechali na jabłka i gruszki.

 

Co roku to samo

Wiele agenci pośrednictwa pracy powtarza, iż co roku jest dokładnie to samo. Zbliżają się zbiory, trzeba ściągnąć pracowników, ale nie ma ich, gdzie zakwaterować. W Zeeland znajdują się puste budynki, które można łatwo przerobić na hotele robotnicze, lecz lokalna społeczność stawia duży opór. Władza więc zwykle bojąc się konsekwencji społecznych (i wyborczych), najczęściej nie robi zbyt wiele w tym zakresie. Swoisty wyjątek ma jednak miejsce w tym roku. Prowincja zleciła bowiem dochodzenie, analizę w sprawie możliwych problemów mieszkaniowych dla zbieraczy. Urzędnicy zamierzają zbadać sytuacje 100 przedsiębiorców związanych z ogrodnictwem, sadownictwem oraz gastronomią i hotelarstwem, by zobaczyć, jak wielkie zapotrzebowanie mają te gałęzie gospodarki i jak duży jest wakat w przypadku miejsc noclegowych.

Działania te są o tyle ważne, iż dochody z eksportu gruszek i jabłek wynoszą w Niderlandach blisko 1,3 miliarda euro. Dużej części zaś tej kwoty nigdy nie udałoby się wypracować, gdyby nie nasi rodacy i inni pracownicy z Europy Środkowej.

 

Jedzenie zdjęcie utworzone przez mdjaff – pl.freepik.com

Artykuł Problem polskich pracowników w Zeeland pochodzi z serwisu Głos Polski.